O trwającej w BWA Olkusz wystawie fotografii Janusza Foglera pisze Jarosław Nowosad.Janusz Fogler, wystawa pt. „Powrót do ogrodu” (czas trwania wystawy: 21.10-15.11.2022)

O trwającej w BWA Olkusz wystawie fotografii Janusza Foglera pisze Jarosław Nowosad.

JANUSZ FOGLER WRACA DO OGRODU

Ta ekspozycja nie mogła nie być zaskoczeniem. Jej autor, Janusz Fogler, znany jest przecież od lat jako fotoreporter – a więc dokumentalista. W jego dotychczasowych pracach wymiar artystyczny był jak najbardziej obecny, ale sam uprawiany gatunek sztuki fotograficznej czynił go sekundarnym; prym wiodło zawsze przedstawienie faktu. Wybór takich właśnie zdjęć miałem okazję obejrzeć na jego autorskiej ekspozycji sprzed kilku lat. A oto nagle Janusz Fogler wystawia prace ostentacyjnie artystyczne, odżegnujące się nie tylko od dokumentalizmu, ale i w ogóle od realizmu.

Fotografia abstrakcyjna… Rozprawiałem o niej, komentując wystawę „zdjęć nieistniejących rzeźb” Tomasza Komorowskiego. Jego metodą kreacji jest deformowanie fotografowanego obiektu przy pomocy skomplikowanego systemu luster. Zaś deformując obraz, artysta neguje to, co w fotografii wydawałoby się niezbywalne: wierne ukazywanie rzeczywistości.

Janusz Fogler dotychczas robił fotoreportaże z dalekich stron, głównie ze wschodu: Rosja, Azja… Wiele jego kadrów, jak się rzekło, uznano za artystyczne, ale na trochę innych prawach: dokumentując cząstkowe fakty i wydarzenia, miały jednocześnie wymiar uogólniający. I tak np. za metaforę Gorbaczowowskiej „przebudowy” uznano zdjęcie fragmentu nieudolnie przebudowanej fasady Kremla… Wartość artystyczna tych zdjęć –nieraz bardzo duża (vide np. wykonany na tle pustyni Kara-Kum portret lokalnego mieszkańca) – jest, jak już zaznaczono wyżej, mimo wszystko „wartością dodaną” do prymarnej roli fotoreportera i fotoreportażu: dokumentowania rzeczywistości.

I oto pewnego dnia nie gdzieś daleko, tylko w ogródku przy swoim domu, fotoreporter zwrócił uwagę na płatki kwiatów prześwietlone słońcem. Doprowadziło go to do podobnej konstatacji, jaka stała się udziałem Tomasza Komorowskiego: „fotografia nie musi być ostra”. Tak Janusz Fogler rozpoczął swój „powrót do ogrodu” – serię eksperymentów z ostrością i nieostrością.

Na jego wystawie, zatytułowanej właśnie „Powrót do ogrodu”, w pierwszej chwili czujemy się jak na wystawie malarstwa abstrakcyjnego; dopiero faktura jego prac zdradza, że nie zostały namalowane. Rozmyte kształty we wszelkich kolorach, miękkie linie, płynne przejścia z plamy w plamę kojarzą się szczególnie z techniką akwareli. Nie ma ostrych granic, jedna forma rozpływa się w drugiej. Obiekt fotografowany przestaje być rozpoznawalny, staje się pretekstem do tworzenia abstrakcyjnych form nie mających wymiaru dokumentalnego czy tym bardziej informacyjnego, lecz wyłącznie estetyczny.

A jednak wiele tu form zaskakująco geometrycznych. Szczególnie często spotykamy rozmyte, ale wyraźne kręgi w różnych kolorach, czasem koncentryczne. I tylko o ten kształt tu chodzi. Nie ma znaczenia, czy zdjęcie przedstawia księżyc w pełni czy krople wody na szybie, korony kwiatów czy końcówkę gumowego węża do ich podlewania. Te zdjęcia w ogóle nie przedstawiają rzeczywistości, są wariacjami na jej temat. Przemawiają samym kształtem i barwą. Tak jak muzyka Tangerine Dream (szczególnie w składzie z Baumannem), stanowią przykład operowania samym nastrojem, bez jakiejkolwiek „treści” możliwej do werbalizacji (czyżby inspiracja Witkiewiczowską koncepcją „czystej formy”?). Podobna też jest w tych zdjęciach celowa miękkość i płynność.

Ogólny nastrój tej wystawy jest bardzo pogodny, chwilami idylliczny. Choćby owe jasne kręgi, nawet jeśli nie zawsze żółte lub czerwone, w pierwszym odruchu przywodzą na myśl słońce. Także bardziej skomplikowane kompozycje, złożone z kilku zlewających się ze sobą plam, są z reguły jasne, pełne słonecznej żółci, jasnej zieleni, błękitu, nawet różu. Wiele z nich ma w sobie coś z psychodelicznych plakatów, jakie powstawały na przełomie lat 60./70. Ktoś patrzący powierzchownie mógłby też kojarzyć je z płótnami Pollocka, jednak byłoby to bezzasadne – mimo całej swej abstrakcyjności, nie mają nic z agresywnego ekspresjonizmu, niespokojnych linii. Dominuje w nich pogoda i spokój. Niektóre przypominają fale na wodzie, w których niewyraźnie odbija się realność.

Jest też kilka prac wyraźnie odróżniających się od reszty. Dwie z nich już wzmiankowałem – to „nocne” obrazy: ciemniejsze, kolorystycznie chłodniejsze i bardzo stonowane, przywodzące na myśl niebo z księżycem. Znalazło się także miejsce na kompozycję bardzo dynamiczną – niespokojne, łukowate linie układają się w kształt kielicha lub strzelistego portalu z nowoczesnej budowli.

Ponadto znalazł się w zestawie fotogram skrajnie inny od pozostałych i prawdopodobnie dlatego umieszczono go w samym centrum ekspozycji. Prosty, niby oczywisty, niemniej bardzo dobrze skomponowany. Przedstawia w pełnej ostrości kwiat na tle marmuru z widocznymi żyłkami. Obraz jest nie tylko ostry, ale też intencjonalnie przekontrastowany. Jasna, nieledwie prześwietlona czerwień zdaje się świecić na tle ciepłej szarości tła. To jedno zdjęcie stanowi niezbędny kontrapunkt całej serii – odsyła do konkretu, wokół którego osnuto widoczną wokół abstrakcję. Niby tradycyjny, stroficzny wiersz w tomiku nowoczesnej poezji pokazuje, że autor „umie inaczej”; że reszta materiału, w całej swej „dziwności” i nieprzystawaniu do tradycji, jest efektem świadomie wybranej metody twórczej.

Nie wiem, czy powrót do ogrodu – i ten dosłowny, i ten artystyczny – jest dla Janusza Foglera tylko wytchnieniem, czy też Autor zamierza już tam pozostać. Co do mnie, z przyjemnością obejrzę zarówno wystawę jego nowych zdjęć reporterskich, jak i zbiór abstrakcji wywiedzionych z przyglądaniu się np. drzewom w lesie lub falom jeziora. Jestem spokojny, że w jednych i drugich jeszcze raz połączy artystyczne spojrzenie ze zmysłem obserwacji. Bo jest to wspólny mianownik tej i poprzedniej wystawy; dawnych i nowych zdjęć Foglera.